Dr Łukasz Zborowski proponuje powstanie nowych województw, a na pytanie ile powinno ich być odpowiada: - Nie podam jednej liczby, bo wszystko zależy od przyjętych kryteriów. Reformę można przeprowadzić nawet bez tworzenia nowych województw. W opracowaniu z 2023 r. proponowałem korektę polegającą na rozszerzeniu modelu dwubiegunowego i zmianie części granic. Zdecydowanie najpilniejsza jest natomiast reforma województwa mazowieckiego.
Można stworzyć jedno dodatkowe województwo, można rozważyć więcej zmian, a można też rozparcelować zewnętrzne części mazowieckiego między sąsiednie województwa bez zwiększania ogólnej ich liczby. Nie upieram się przy jednym wariancie, bo każdy ma zalety i wady. Jedno jest pewne — obecny podział jest patologiczny, a Polska potrzebuje korekty mapy województw.
Ekspert wskazuje, że niektóre regiony, pozbawione samodzielności administracyjnej, zostały w ten sposób zmarginalizowane. - W wielu miejscach powielono układ: stolica województwa kontra reszta regionu. W największych miastach skupiają się urzędy, instytucje, kadry i środowiska opiniotwórcze. Jaką szansę ma Nowy Sącz w starciu z Krakowem? - pyta retorycznie dr Łukasz Zborowski.
Jak tłumaczy "obecny podział pogłębił rozwarstwienie między metropoliami a resztą kraju. Szczególnej degradacji doświadczyło kilka dużych miast, które zrzucono ze szczebla wojewódzkiego na powiatowy, zupełnie niekonsekwentnie. Boleśnie odczuwają tego skutki".
Które miasta zostały najbardziej skrzywdzone? Na tak zadane pytanie ekspert odpowiada:
Nie każde dawne miasto wojewódzkie sprzed 1999 r. powinno odzyskać status wojewódzki — to oczywiste. Chełm, Zamość, Łomża czy Ostrołęka to ważne ośrodki subregionalne, ale nie odpowiedniki Kielc lub Opola. Lista ewidentnie pominiętych miast jest krótka. To przede wszystkim Bielsko-Biała, Częstochowa i Radom, a także Tarnów, Kalisz, Koszalin ze Słupskiem oraz Płock. Każde z nich wyróżnia się wielkością albo znacznym, odosobnionym zapleczem regionalnym. To mniej niż dziesięć przypadków, więc nie mówimy o administracyjnej rewolucji.
Dalej dr Zborowski tłumaczy:
"Częstochowa czy Radom to miasta liczące po 200 tys. mieszkańców, znacznie większe od niektórych obecnych ośrodków wojewódzkich. Obok nich mamy nieco mniejsze, lecz nadal duże miasta, liczące ponad 100 tys. mieszkańców i dysponujące znacznym zapleczem regionalnym. Miasto może wyróżniać się nie tylko liczbą ludności, lecz także tym, że jest najbliższym dużym ośrodkiem dla rozległego regionu.
Taki potencjał ma Tarnów. Leży między Krakowem i Rzeszowem, ale posiada gęsto zaludnione zaplecze, jeden z nielicznych w Polsce regionów, które jeszcze demograficznie nie zanikają. W sieci osadniczej przypomina Opole, położone między Wrocławiem a konurbacją śląsko-zagłębiowską. Kolejny przykład to Kalisz, oddalony o ponad 100 km od Łodzi, Poznania i Wrocławia. Jego region wyraźnie się wyodrębnia, a mimo to miasto jest niedoceniane, czego przykładem są plany sieci kolejowej omijającej ten ważny ośrodek obwodnicą.
Koszalin również jest bardzo odosobniony. Zaludnienie regionu jest mniejsze, ale odległość od większych miast przemawia za traktowaniem go jako potencjalnej stolicy województwa razem ze Słupskiem, drugim biegunem Pomorza Środkowego. Do tej grupy dodałbym Płock, odosobniony i historycznie ważny ośrodek regionalny. To żelazna lista miast, które mają uzasadnione poczucie pominięcia. Można rozważać jeszcze dwa lub trzy przypadki, ale nie są one równie oczywiste".
Cały wywiad w Business Insider