Przypomnijmy, pozew to reakcja Marty Michalskiej-Wilk na jedną z wrześniowych konferencji prasowych, podczas której Marek Suski rozliczając z obietnic wyborczych prezydenta Radosława Witkowskiego zarzucił mu nepotyzm i przedstawił listę osób - radnych i ich krewnych zatrudnionych w Urzędzie Miejskim, spółkach, jednostkach miejskich i wojewódzkich. Personalnie odniósł się w pierwszej kolejności do rodziny radnej Michalskiej-Wilk, nazywając ją "watahą".
- To są kłamstwa. Nie pozwolę na to, aby cierpiała moja rodzina, gdyż są to ludzie, którzy pracują od wielu lat. Moja mama jest wieloletnim nauczycielem, z 35-letnim stażem. Mój teść pracuje w ZUK blisko 17 lat, więc też nie mogłam mieć wpływu na jego zatrudnienie. Z kolei mój mąż został zatrudniony w jednej ze spółek miejskich, gdy prezydentem był Andrzej Kosztowniak - stwierdziła radna Michalska-Wilk i założyła sprawę z powództwa cywilnego o naruszenie dóbr osobistych, wraz z roszczeniem o zapłatę sumy pieniędzy na cel społeczny (10 tys. zł na "Słoneczny Dom"). Domaga się też przeprosin na łamach lokalnych mediów.
Pierwsza rozprawa odbyła się w poniedziałek. Marek Suski potwierdził swoje słowa z konferencji prasowej, lecz wnioskował o odrzucenie pozwu. Jego zdaniem bowiem, nie jest oparty na faktach. Stwierdził, że konferencja dotyczyła niespełnionych obietnic wyborczych Radosława Witkowskiego, m.in. 8 tys. miejsc pracy i na tym tle przedstawił listę zatrudnionych członków PO i związanych z nimi osób. Jak wyjaśniał, nie miał na celu obrażania radnej Michalskiej-Wilk i nie mówił, że to ona załatwiła posady rodzinie. Według niego, słowa „wataha” to żartobliwe nawiązanie do nazwiska. Marta Michialska-Wilk utrzymuje zaś, że to słowo obraźliwe, a nie żartobliwe.
Zdaniem Marka Suskiego, konferencja prasowa i jego wypowiedź nie uderzały w dobra osobiste Marty Michalska-Wilk, gdyż ponownie została radną zdobywając 700 głosów więcej niż w poprzednich wyborach. - Więc ta konferencja i moja wypowiedź nie zaszkodziły radnej, ale wręcz pomogły w zdobyciu takiego wyniku i pozostania radną - argumentował Marek Suski.
- Konferencja miała na celu oczernić mnie i pokazać w złym świetle moich najbliższych oraz zdyskredytować mnie jako osobę, która ma kandydować w wyborach samorządowych - uważa z kolei radna Michalska-Wilk.
Przed sądem stawili się także świadkowie, członkowie rodziny radnej, lecz tę część procesu sąd wyłączył z jawności.
Sprawa został odroczona do 10 czerwca. Strona Marka Suskiego ma czas na zapoznanie się ze stenogramem z konferencji prasowej, a Marty Michalskiej-Wilk z pisemną odpowiedzią adwersarza na pozew.